Uwielbiam szminki, pomadki, błyszczyki i inne mazidełka do ust.
Uwielbiam zadbane, umalowane i pięknie błyszczące usta. Nie
potrafię ograniczyć się tylko do pomadki, najczęściej dopieszczam ją jeszcze
błyszczykiem i wcale nie wygląda to nachalnie-przynajmniej ja tak uważam.
Ale w szminkach ograniczam się do kilku ulubionych zależnie
od pory roku i makijażu. Te lekkie są wiosenno-letnie a zimowe to te ciężkie
kolory choć jest jeden wyjątek. Różowy:)
Będąc ostatnio w Anglii odwiedziłam superdruga i osławiony
regał MUA. Poniżej zdjęcie z zakupami.
Nie mogłam zdecydować się na tylko jeden kolor i kupiłam kilka.
![]() | ||||
| od lewej odcień 1,10,13,matte scarlet siren,16. |
![]() |
| i taki mały bajerek-pojemniczek, który idealnie oddaje kolor szminki i może być wykorzystany, gdy szminka się wyczerpie |
W tej chwili używam dwóch szminek MUA w odcieniu 1 i 8 (od prawej). Zależnie od humoru czasem też szminke Alverde w kolorze 53 cherry (pierwsza od lewej), trochę rzadziej Artdeco 13.80 fairy rose (druga od lewej) i sporadycznie Astor w kolorze 604 (w środku). Tę ostatnią właściwie tylko po domu, żeby cokolwiek mieć na ustach. Latem za to jest moją ulubienicą.
Jako kobieta
posiadająca codzienne doświadczenie ze szminkami stwierdzam, że absolutnym
hitem szminkowym są dla mnie szminki MUA. I nie chodzi mi o to, że kosztują 1£
czyli całe nic. To są szminki, które się lubi, ładnie wyglądają, błyszczą i nie
pozostawiają takiego brzydkiego „obramowania” na ustach.
Jestem pewna, że za każdym razem, kiedy będę w Anglii zrobię wiele, żeby znaleźć chwilkę i wpaść do superdrugu po szminki MUA.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz