Ostatnie dni spędziłam w przepięknej,
malowniczej szwajcarskiej miejscowości. Planując powrót przez Niemcy
wiedziałam, że to się stanie - napadnę na DM. I całe szczęście, że
stało się to podczas powrotu bo miałam ograniczoną ilość pieniędzy.
Inaczej nie wiem jak skończyłby się mój urlop. Tym razem to nie była
delegacja z ograniczonym czasem. Przerobiłam regał po regale, oglądałam,
dotykałam, wąchałam, wzdychałam i wkładałam do koszyczka. I byłam tam tylko ja i dm-owskie
skarby.
Balea –
rożne maseczki do twarzy, oczyszczająca, odstresowująca, zmniejszająca pory),
fajne w nich jest to, że mam każdą z nich na dwa podejścia
Balea –nawilżający krem na dzień
Balea – nawilżający krem na noc
Balea – krem matujący na dzień i na noc (mam go kolejny raz)
Alverde – puder w kamieniu
Alverde – puder mineralny
Alverde – baza pod cienie do powiek
Alverde – do zminimalizowania porów
Ebelin – słynne jajko do nakładania podkładu
P2 – wodoodporny eyeliner wersja carbon (to już mój trzeci), miałam ochotę na inne kolory ale nie było.
Balea – żele pod prysznic, zapachy przeróżne, niesamowite, soczyste, wzięłam wszystkie rodzaje z regału, po prostu)
Balea – mydełka do rąk, oliwka z
palczatką cytrynową, mleko z miodem (mój ulubiony), brzoskwinka z
nektarynką i delikatne mydełko z aloesem. To nie są wszystkie mydełka,
które kupiłam, jest ich dużo więcej.
Balea – żel myjący do twarzy (kolejny w tym roku)
Balea – odżywka do włosów (stosuję ja na okrągło)
Balea – maska do włosów z figą i perłą (osławiona w blogosferze, teraz mam ją i ja)
Alverde – szampon z kwiatem lipy i żurawiną
Alverde – kuracja dla włosów z aloesem i hibiskusem
No, to mi chyba wystarczy na ..jakąś chwilę:)
Za jakiś czas pojawią się recenzje, najpierw jednak muszę się nimi nacieszyć i potestować.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz