
Już dawno chciałam napisać recenzję mineralnego pudru prasowanego firmy Mary Kay.
Mary
Kay to firma działająca na zasadzie sprzedaży bezpośredniej, to coś
podobnego do Avonu i Oriflame. Mają swoje spotkania, konsultantki i te całe akcje zamawiania etc.
Nigdy nie bawiłam się w takie kosmetyki, nigdy nic nie miałam
z tych firm, gdyż zawsze wydawały mi się one „śmieszne” już w samej swojej
strukturze. No bo jak to prezentacje, katalogi, jakieś zamawianie,
konsultantki. Nie można iść do drogerii, pooglądać, powąchać, spróbować i włożyć do koszyczka? Przecież to sama przyjemność!
Kilka
miesięcy temu dałam się skusić koleżance, która została
konsultantką firmy Mary Kay. Namówiła mnie na przeglądnięcie katalogu,
pokazała kilka produktów i takim to sposobem sprawiłam sobie mineralny
puder prasowany w kolorze ivory 2.
To jest zużycie w ciągu 3 miesięcy - wydajny?
Cenę
podam Wam na końcu – jest oszałamiająca jak na plastikowe opakowanie,
które wyglądem przypomina wielki cień do powiek. Szczerze mówiąc
spodziewałam się pięknej błyskotki, w końcu to puder luksusowy, a
dostałam prosty, tandetny plastik-sorry ale nie za taka cenę! Oczywiście
mogę dokupić efektowne opakowanie ale wtedy cena rośnie-no bez przesady!
Zacznę
od zapachu-zapachu brak, puder nie pachnie niczym, jest neutralny a
zatem nie podrażnia nosa. Co do trwałości mam mieszane uczucia. Moja
tłusta cera wymaga ciągłych poprawek w ciągu dnia, szybko się świeci,
jest lepka, wymaga dobrego krycia i zminimalizowania widocznych porów. Czy to wszystko daje mi puder Mary Kay?
Hm.. na pewno nie zawodzi totalnie. Buzia jest ładnie zmatowiona
przez 2-3h, później jednak trzeba robić „poprawki”. Na pewno nie robi
efektu maski, dobrze nałożony ładnie wygląda i w miarę dobrze kryje. Ale pory widać!! Nie zbija
się w grudki, nie roluje i przy odpowiedniej pogodzie nie lepi się.
Ogólnie mówiąc to ivory 2 daje w miarę ładne, aksamitne wykończenie. Dużym plusem jest to, że nie ciemnieje!
W upalne dni jednak kompletnie sobie nie radzi, zdaję sobie sprawę, że trudno o
dobry puder, gdy mamy na zewnątrz ponad 30 stopni ale fajnie byłoby,
gdybym jednak miała te kilka godzin pewności, że się nie świecę.
To teraz skład-po nazwie, że mineralny, oczekiwałam samych minerałów..
I dochodzimy do ceny, za te 9g w tandetnym, plastikowym opakowaniu zapłaciłam 70 zł. To chyba dużo, prawda?
Wydaje
mi się, że cena jest zbyt wysoka, gdyż z czystym sumieniem mogę polecić
inny, znacznie tańszy puder matujący, który moim zdaniem jest lepszy od
pudru Mary Kay a zostaje nam nieporównywalnie więcej w kieszeni. Fajnie byłoby za 70zł dostać puder, którego nie wstydzę się wyjąć z kosmetyczki.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz