Tangle Teezer to jest szczotka do włosów, o której słyszał chyba każdy.
Ten rewolucyjny i zarazem rzekomo rewelacyjny produkt podbił rynek i serca użytkowniczek.
Szczotka ma rozczesać włosy w ciągu nie całej minuty, ma nie ciągnąć, nie powodować wypadania, nie splątywać włosów, nie łamać i w ogóle ma być mega!!
Szczotka ma rozczesać włosy w ciągu nie całej minuty, ma nie ciągnąć, nie powodować wypadania, nie splątywać włosów, nie łamać i w ogóle ma być mega!!
TT w kolorze różowym mam od roku. Już wcześniej przymierzałam się do niej ale jakoś zawsze szkoda mi było tych 50zł. W końcu kupiłam na lotnisku podczas oczekiwania na samolot…chyba skusiła mnie nuda niż zdrowy rozsądek. Kupiłam i zaczęłam używać.
Nie będę teraz piać z zachwytu i opowiadać, że nie wyobrażam sobie życia bez TT.
Nie będę teraz piać z zachwytu i opowiadać, że nie wyobrażam sobie życia bez TT.
Szczotka nie jest poręczna, trzeba się do niej mocno przyzwyczaić, inaczej ciągle wypada z rąk. A naprawdę nie jestem niezdarą. Poza tym ciągnie podczas czesania. Ząbki są plastikowe, takie jakieś niewygodne i twarde. Nie odczuwam miłego łaskotania po głowie a raczej jest to nieprzyjemne uczucie. Poza tym włosy się elektryzują i pomaga im tylko dobra odżywka. W żadnym wypadku nie eleminuje elektryzowania mój Tangle.
Jestem gadżeciarą i TT fajnie prezentuje się w mojej torebce. Poza tym ten różowy kolor jest przepiękny. Szkoda tylko, że powierzchnia jest tak bardzo porysowana. Ja mam tę wersję kompaktową.
Nie jest to dla mnie żadna rewolucja ani rewelacja. Nie określę szczotki jako magicznej, działającej cuda podczas rozczesywania. Po prostu szczotka do włosów z tym wyjątkiem, że w pięknym kolorze.
Czy kupiłabym jeszcze raz TT? Hm..nie wiem. Myślę, że poczekałabym na coś lepszego.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz