Po 3 tygodniach stosowania szamponu Alverde Color-Glanz-Shampoo Lindenblüte, Cranberry uznałam, że już najwyższa pora przyznać mu gwiazdkę. Gwiazdka zasłużona, choć nie obyło się bez perypetii.
![]() |
| ekstrakt z lipy i żurawinka |
Podczas
pierwszego użycia byłam zaskoczona tym, że ten szampon nie chce się pienić.
Konsystencja przeźroczysta, taka lepka i ciężka. Dziwna! Szampon pachniał trochę
sztucznie, na pewno nie jak szampon na naturalnych składnikach.
Trudno mi go było nanieść na
włosy i w efekcie końcowym musiałam go nanieść dużo więcej niż w przypadku
innych szamponów. Ten szampon nie pienił się od razu, wymagał dokładnego wmasowania
w dobrze wilgotną skórę głowy.
Piana była ciężka i gumowa. Po
umyciu głowy, włosy były twarde, szorstkie i miałam wrażenie, że jak nie
zastosuję odżywki to ich nie rozczeszę i nie będą milusie w dotyku. Tak było podczas
pierwszego razu a potem nieoczekiwanie zabrakło mojego ulubionego Loreala i nastąpił
przełom.
Użyłam go ponownie i ponownie.. i się w
nim zakochałam. Po pierwsze dlatego, że włosy pięknie pachną i to nie tylko
następnego dnia po umyciu. Po drugie, już nie myję włosów codziennie, bo nie są
tak przetłuszczone. Są miłe w dotyku, ładnie się układają, są takie poukładane.
Ale najważniejsze w tej historii jest to, że ten szampon nie wypłukuje koloru z włosów, przynajmniej nie z taką
intensywnością jak każdy inny szampon. I to właśnie dlatego przy najbliższej
wizycie w Niemczech kupię go ponownie. Bo niestety.. już go nie mam.
Co obiecuje producent?
Szampon jest przeznaczony do
włosów czarnych, brązowych i czerwonych. Z opisu jest to kosmetyk naturalny z
kwiatem lipy i żurawiną. Produkt nie
zawiera silikonów, nadaje blask, chroni i pielęgnuje.
Zobaczmy skład:
![]() | |
| To, co ja widzę natychmiast - zawiera
alkohol, nie zawiera siarczanów! |
W opakowaniu znajduje się tylko 200ml, co
uważam za zbyt mało, tym bardziej, że muszę go ulać więcej niż zwykle.
Powiedziałabym, że ten szampon jest po prostu niewydajny. Jednakże to nie
zmienia faktu, że na pewno będę go mieć w swojej łazience i to nie tylko w
razie nagłego braku ulubieńców!
Za szampon
zapłaciłam 1,95 Eur.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz